Na bani


Na bani

Gdy ujrzałem cię o pani,
byłem na lekkiej bani,
twe wdzięki mnie zauroczyły,
lecz procenty ciut zmorzyły,
nie pamiętam co mówiłem,
może z czymś przesadziłem?
Szeptałem jej do ucha,
ona udawała że nie słucha,
leżała tyłem na boku,
spragniony byłem jej widoku,
muskałem aksamitne włosy,
w tem wrzasnąłem wniebogłosy,
kłaki  wokół palca mi się owinęły
i peruczkę na bok przesunęły,
ujrzałem coś dziwnego
coś niepokojącego,
chcę spojrzeć w jej oblicze,
ona szarpie się w panice,
miła,nie rozumiem czemu,
nie mogę przyjrzeć się licu twemu?
Zezłościłem się na dobre,no coż,
pokazuj mi się szybko i to już!
Jak żem zobaczył tom się wściekł,
prawie na zawał bym zległ,
ty tranwersie pochrzaniony,
od dziś jestem od nałogu wyzwolony,
żeby nigdy mnie taka padlina,
nie nabrała na cherubina.
Kończę albo z erotyką,
albo szlus z pijatyką,
ciary latają mi po plerach,
nawet po czterech literach,
z obrzydzenia dostaję padaczki
i wściekłej sraczki,
chyba się szybko uchleję,
bo zaraz oszaleję.
Teraz widzicie sami,
jakie szkodliwe jest bycie na bani.

Z notatnika koleżanki N