Obłudnica

 

Obłudnica

Modły do nieba wznosiła,
prawie świętą już była,
na tacę grosiwo dawała,
grzeszników wzrokiem smagała,
bo nie uchodzi pani miła,
żeby ta ladacznica bez ślubu żyła,
ludzi kochała jak cholera ,
ale zazdrość do kości ją zżera,
co chwilę do kościółka leciała,
a w obelgach do innych nie przebierała,
drwiła sobie z każdego,
kto był zdania odmiennego,
broniła wiary do upadłego,
niszcząc przeciwnika swego,
waliła krzyżykiem po głowie,
takie prawa przyznała sobie,
krzyczała precz z żydami i czarnuchami,
precz z brudasami i bezbożnikami,
sama bardzo o higienę ducha dbała,
tylko o czystości ciała zapominała,
przebywała już w krainie boskości,
nie widząc swej dwulicowości,
stając u bram Piotra Świętego,
nie wpuszczono jej do raju upragnionego,
ze złości wrota wściekłe skopała,
Św Piotra od durni zezwała,
ten wnerwiony już całkowicie,
wrzasnął,czy bogobojne było twe życie?
Trzeba było bez grzechu żyć
a nie w obłudzie tkwić,
o człowieczeństwie mówiąc szczerze
świadczą czyny,a nie pacierze.

Z notatnika koleżanki N