Sen o potędze

Sen o potędze

Ponoć dwóch ich było,
o wszechwładzy im się śniło,
jeden drugim chciał manipulować
i na tym swą wielkość zbudować,
lecz grom spadł z nieba jasnego,
pozostawiając najbardziej pazernego
i tak ostał się człowieczek mały,
któremu dalej śniły się bzdurne ideały,
iż niepodzielna będzie jego władza,
ta myśl mu czaszkę rozsadza,
kiedy już do rządów się dorwał,
to drogę zemsty sobie obrał
tego głupka ze szkolnej ławy,
który na me racje był głuchawy,
z hukiem ze stołka wyrzucę,
na złość innego durnia przywrócę,
zemszczę się też na koledze,
który obśmiewał mą niewiedzę,
swego przeciwnika pogrążę,
nim oczy po nocy otworzyć zdążę,
wszystkim zagram na nosie,
to będzie ich oszczestw pokłosie,
nikt nie ma prawa do zdania własnego,
liczy się tylko wytwór umysłu mego,
niechaj płaczą i kwiczą,
niech z wściekłości ryczą,
wszystkich zniszczę do dna,
gdyż tylko prawda jest ma,
pociągnę za sobą wiernych tabuny
swą nieomylność ogłoszę z trybuny,
zgniotę przeciwnika każdego
i doprowadzę do ukończenia planu mego,
ci co mnie o mściwość pomawiają,
w opiniach błędnych się taplają,
miewam też i takie manie,
tu oszukam,tam okłamię,
wszystko dla dobra narodu kochanego,
a nie dla jakiegoś blasku swego,
czy to satrapa,czy patriota,
a może krętacz lub idiota?
Kiedy nadejdzie czas otrzeźwienia,
może wtedy usunąć się ziemia
i obecnie mu wtórujący,
będą najbardziej krytykujący,
bo kiedy źle się pogrywa,
to przeznaczenie z nas się naigrywa.

Z notatnika koleżanki N