Bajka obiecajka


Bajka obiecajka

Siadła przy strumieniu,
oparłszy nogi na kamieniu,
spojrzała w płynącą wodę,
och,gdzie straciłam urodę,
lata młodości uleciały,
a mój urok jakiś przebrzmiały,
z cnotą pozostałam
bo w chłopakach przebierałam.
Mam co chciałam
i się doigrałam,
teraz rozum ma powrócić,
żeby sobie nic nie zarzucić,
obiecuję tu i teraz,
nigdy więcej nie przebierać,
pierwszy facet napotkany,
będzie to mój ukochany.
Nikt w to prawie nie uwierzy,
a tu z dala starzec bieży,
chyba całkiem oszalałam,
że tak niebiosom obiecywałam.
Z góry głos ją strofuje,
wykonanie obietnicy nakazuje,
masz co chciałaś,
rób co obiecałaś!
Staruszek sytuacją zaskoczony,
erotycznie pobudzony,
ku niej szybko się kolebie,
by pomóc jej w potrzebie,
zabrali się chyżo za amory,
a w dziadku żadnej pokory,
ona już ledwie zipie,
on dopiero zaczyna kipieć,
ona całkiem wykończona,
mdleje w jego ramionach,
ostatni dech wydaje
i wita się z innym rajem,
taka piękna,młoda kobita,
z Świętym Piotrem już się wita,
on nie zauważa w miłosnym uścisku,
iż zostaje sam na boisku.
nadal pozostaje niespełniony
i całkowicie niepocieszony,
po co dziewczę mnie zapraszało,
kiedy sił do amorów nie miało.
jam człowiek doświadczony,
w trudnościach wyćwiczony.
Wiek tu nie ma nic do rzeczy,
kiedy kondycja głośno skrzeczy.

Z notatnika koleżanki N