Czasem muszę…

Czasem muszę …

Wpadłam w psychodeliczny dół,
czuję jakby mi się umysł psuł,
zapanowała umysłowa impotencja
i całkowita indyferencja,
pomieszana z alienacją,
zaprzyjaźniona z frustracją.
Miota mną złość,
mam wszystkiego dość,
raz wpadam w zasępienie,
a raz w rozgoryczenie.
Niemoc,bezruch i drętwota,
wszędzie tylko brzydota,
wszechogarniający smętek,
jest mym głównym rezydentem.
Bezsiła,apatia i marazm,
dopadają mnie naraz,
tumiwisizm i rozżalenie,
tylko we mnie drzemie,
rezygnacja i depresja,
to jedyna moja presja.
umysłowo wykończona,
życiowo zgnieciona,
po dojściu do granic kresu,
czujesz trupią woń Hadesu,
musisz zebrać się w garść,
dość chandrowych najść.
Ponarzekałam,poprzeklinałam
i zaraz szybko ozdrowiałam.
Wykrzyczałam swe smutki,
to taki rodzaj odtrutki.
Czasem cholernie muszę,
przewietrzyć duszę.

Zzu 3 maj 2014 r