Walentynkowa klapa

 

Walentynkowa klapa

Się załamałam,
żadnej Walentynki nie dostałam,
widać jestem do niczego,
idę poszukać jakieś zdechłe drzewo
ono do niczego,
ja to niczego,
czyli dobrana z nas para
miło zawisnąć w takich konarach.
Może się zaprzyjaźnimy
i na wiosnę listki wypuścimy,
albo Matka Ziemia nas przygarnie
i naszą żałość ogarnie.
Teraz poważniej zaśpiewam,
Walentynki zwyczajnie olewam,
nie chcę być kochana w jednym dniu,
wolę położyć łeb na pniu,
zostać na wieki pokutnicą
i być dozgonnie dziewicą,
Do czarta zapomniałam,
już nią być przestałam,
Muszę ponownie problem przemyśleć,
tak jakoś bardziej ściśle,
trza poczekać na uczucie
i nie dać mu nigdzie uciec,
a teraz o tym szaa,
bo plan się nie uda.

Zzu 14 luty 2014 r

2 Komentarze

  1. echh, żeby to było takie proste…:)))

    może, gdybyśmy mieli po 15 lat …i tego rodzaju problemy :)

    PS. uwielbiam twoją „tfurczość”, czy sobie tego życzysz, czy nie :)))

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.