Wyderka kochana

Kochana wydra mała

Dobrała się do mnie wydra mała
i całego do imentu rozebrała.
Położyła migiem do ciepłego łóżka,
a po ciałku spłynęła potu strużka.
Temperaturkę podgrzała ogniście
i zrobiło się bardzo soczyście.
Świat oglądałem jak przez mgłę ,
postanowiłem, diablicy nie poddam się.
Ogień szalony we mnie rozpaliła
i na obie łopatki szybko powaliła.
Cały w ogniu i cholernie spocony,
coraz bardziej obłędnie rozpalony.
Płomień trawił każdy zakamarek ciała
i nawet na mały oddech nie pozwalał.
Dreszcze czarcie momentami targały
i chwileczki spokoju mi nie dały .
Porwała w otchłań wielkiej pożogi,
nie zezwoliła na sekundę trwogi.
Póżniej bardzo pomalutku odpuściła
i ze swych szatańskich łapek wyzwoliła.
Osłabionego i zmęczonego pozostawiła
i oby już nigdy więcej tu nie wróciła .
W tak wredny sposób bakteria mała ,
wielkiego chłopa wściekle sponiewierała.
Jakby tak totalnie mnie pokonała ,
to już tylko stypa by się ostała .

Zzu 5 luty 2012 r

Obrazy,zdjęcia i muzyka z netu.

2 Komentarze

  1. Nie martw się – nie zamierzam.
    PS. Jestes niesprawiedliwy – wyderka od początku wyznaczyła dokładne granice, z pewnością nie narzucając się.

  2. Może wyznaczyła , a może nie tego nie dowiemy się , mogła na amen wykończyć i inaczej moglibyśmy to skończyć

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.